Fotograf, La Herradura.
Większość życia zawodowego przepracowałem jako tłumacz — dziwna szkoła dla fotografii, a jednak zaskakująco dobra. W obu zawodach chodzi głównie o słuchanie — tego, czego ktoś chce, powiedzianego i niedopowiedzianego — i o przeniesienie tego na drugą stronę tak, żeby się nie potłukło.
Mieszkam w La Herradura i fotografuję śluby, pary, rodziny i portrety na tym wybrzeżu i w całej Andaluzji — po polsku, angielsku, francusku i rosyjsku.
Bo sam brałem ślub na tym wybrzeżu, o zachodzie słońca na Cerro Gordo, w otoczeniu przyjaciół i rodziny — to jedna z najbardziej intensywnych godzin mojego życia. Wiem, czego ten dzień od Was wymaga. Zdjęcia to jedyna jego część, do której wraca się potem naprawdę, więc powinny wyglądać tak, jak chcecie go zapamiętać.
Mówię po polsku, angielsku, francusku i rosyjsku, więc ślub, sesja czy pierwsza rozmowa o tym, czego szukacie, mogą odbyć się w każdym z tych języków.
Uczę się hiszpańskiego, żeby jeszcze lepiej współpracować z parami, miejscami i lokalnymi firmami tutaj, w Andaluzji.
Terminy na maj, czerwiec i wrzesień znikają najszybciej. Napisz datę, miejsce i klimat, jaki masz w głowie — odpowiadam w ciągu dwóch dni roboczych.
Opowiedz o planach